Stałam przed drzwiami od naszego apartamentu. Numer 89, to właśnie tutaj udało nam się zarezerwować pokój. Gdybyśmy zabrały się za szukanie wolnych pokoi później to wątpię czy spałybyśmy w łóżku. Bardziej prawdopodobne byłoby to,że musiałybyśmy przespać się na ulicy. Ale to nie jest moment na myślenie o takich rzeczach, które się całe szczęście nie wydarzyły. Wolę myśleć teraz o tym, że śpimy w pokoju obok, którego mieszkają całkiem mili skośnoocy panowie, z którymi zdążyłysmy już się zapoznać - Taeyang, Siwon oraz Hyuk. Tak, jestem pewna, że kontakty między nami w żaden sposób się nie zniszczą.
- Nareszcie. Na to czekałam od tych 12 godzin. Wygodne łóżko, z zimną, czystą pościelą. - westchnęłam kiedy rzuciłam się na łóżko. - Nie sądziłam, że ten pokój będzie aż tak przytulny. - odparłam przechadzając się po wszystkich pomieszczeniach zatrzymując się co chwila przy każdym obrazie, który mnie zaciekawiał.
Złapałam się za brzuch, który przypominał mi o swoim istnieniu. No tak, z tego podekscytowania zapomniałam o tym, że nie jadłam nic odkąd pojechałam na lotnisko do Warszawy. Otworzyłam lodówkę gdzie zobaczyłam ją pełną. Pracownicy hotelu zadbali o nasz żołądek, a ilość jedzenia i jego wygląd sprawił, że nie wiedziałam za co pierwsze się zabrać. Kimchi od zawsze interesowało mnie swoim wyglądem oraz zawartością, lecz nigdy nie miałam okazji jej spróbować. Co prawda nie jestem fanką warzyw, lecz warzywa serwowane w ten sposób bardzo mnie zainteresowały. Nie ukrywam, że należę do osób, które lubią ostre potrawy i ucieszyło mnie to, że kimchi zostało przyprawione proszkiem chilli.
- Jak mogłam nigdy tego chociażby nie wypróbować. Nie przejechać całej polski, aby gdzieś to znaleźć. - śmiałam się pod nosem zachwycając się pyszną potrawą.
Co chwila zaglądałam do talerza Nicoli. Jadła właśnie jeon. Wybrała sobie jakąś szybką potrawę, ponieważ nie odczuwała dużego głodu.
Dzisiejszy dzień chciałam wykorzystać prędzej na odpoczynek, aby na jutrzejszy dzień mieć energię, by móc zwiedzać Seul. Pomimo tego, że przespałam 12 godzin w samolocie to i tak zmęczenie nie dawało mi spokoju. Nie powiem, fotele w samolocie nie są na tyle wygodne, abym mogła czuć się odprężona po tak długiej podróży.
Ponownie opadłam na łóżko, przymknęłam delikatnie oczy i nie czekając długo - zasnęłam.
Ostrożnie przechodziłam przez zarośniętą dróżkę, która prowadziła donikąd. Gołe nogi odczuwały delikatne poparzenia, ponieważ ocierały się co chwilę o pokrzywy.
- Gdzie ja dokładnie idę? Czego ja tutaj szukam? Tutaj nic nie ma. Poza dużym lasem, wysoką trawą i cholernymi pokrzywami, których jest coraz więcej. - ledwo wypowiadałam każde z tych słów, ponieważ zbyt długie chodzenie odbierało mi coraz więcej energii.
Znalazłam się już przed samym lasem. Ciemnym z którego wydostawał się zimny powiew. Gdybym była tu w nocy nie wiem czy tak spokojnie patrzyłabym w głąb lasu. Stawiałam coraz większe kroki, aby jak najszybciej znaleźć się na jego końcu. Byłam ciekawa co może się za nim kryć. Miasteczko elfów? Królestwo? Miałam ogromną nadzieję, że będzie tam bajecznie, lecz co chwila miałąm podejrzenia, że tam również będzie ta sama trawa i te same pokrzywy. Pomimo tego zmierzałam przed siebie. Co chwila słyszałam pięknie śpiewające ptaki, które zadowalały moje uszy swoim pięknym głosem oraz łamiące się pod moimi stopami gałązki, które wywoływały echo.
Byłam już niedaleko miejsca do którego zmierzałam. Powoli wyszłam z lasu, lecz widziałam jedynie czyste niebo oraz tą samą zieleń, która była przed lasem. Miałam już wracać ale jednak coś powiedziało, abym zrobiła kilka kroków. Tak też zrobiłam, a obraz przede mną zmienił się w coś całkiem innego. Nie jestem pewna co to było, nie wiedziałam jak to nazwać. Tutaj również była roślinność ale nie ta sama. Długa dróżka rozciągała się w lewą stronę, prawą oraz prosto prowadząc do różnych pięknych miejsc. Otaczały ją kwiaty wiśni, tak pięknie rozkwitły. I ten zapach, którym zachwycałam się przechodząc koło nich. Nie wiedziałam co myśleć. To było zbyt piękne miejsce, abym miała stąd w pewnej chwili wyjść.
Było tu tyle do zwiedzania. Nie wiedziałam w którą stronę pokierować swoje nogi też dlatego szłam przed siebie. Zobaczyłam ławkę. Samotną ławkę leżącą kawałek ode mnie. Koło niej rosły piękne, kolorowe kwiaty. Poszłam w jej kierunku, aby usiąść i przez chwilę patrzeć na to wszystko co mnie otacza. By móc spojrzeć w górę i patrzeć na to piękne, przejrzyste niebo i odprężać się czując ten delikatny wiater. Lecz kiedy stawiłam kilka kroków obraz się zmienił. Tym razem bardzo się wzdrygłam i odskoczyłam do tyłu. Te wszystkie rośliny, które aż raziły oczy swoimi barwami teraz straciły piękne odcienie. Całe to miejsce, które poprzednio zapraszało mnie, aby rozkoszować się jego pięknością, teraz mnie swoim wyglądem odstraszało. Dlaczego? Ponieważ straciło swoją wartość. Teraz gdzie się nie odwróciłam widziałam szarość. Szarość, która w żaden sposób nie sprawiała, że chcę zostać tam nawet minutę dłużej. Chciałam wyjść jak najszybciej i znaleźć dla siebie jakieś ciekawsze zajęcie, lecz przede mną stanęło coś wielkiego, odziane w czarne szaty. Nie widziałam twarzy, była zakryta kapturem. Nie wiedziałam czy dobrym pomysłem byłoby błaganie o litość. O przepuszczenie mnie. Zostawienie w spokoju. Ale zaraz pomyślałam, że byłoby to naprawdę idiotyczne.
Po chwili zobaczyłam, że zza pleców tajemnicza postać wyciąga coś długiego i błyszczącego. Tak to podłóżny, ostry miecz na który właśnie teraz głównie skupiłam uwagę. Nim zdołałam złapać oddech i zrobić mały krok, miecz znalazł się przed moim gardłem. Czułam, że jego szpiczasty koniec wbija mi się w skórę. Odczuwałam delikatny ból ale wiedziałam, że zaraz może on się zwiększyć. Kiedy te myśli przeszły mi przez głowę, postać zamachnęła się by móc wbić miecz w gardło, lecz zanim wbił mi go i zanim poczułam ten okropny bół to...
Obudziłam się otwierając momentalnie szeroko oczy i ciężko oddychając.
- 19:23, na długo zasnęłam. - powiedziałam kiedy spojrzałam na godzinę w telefonie.