czwartek, 21 maja 2015

Dreams come true - IV rozdział

Zapewne ten dzień był dla większości tak jak każdy inny. Monotonny, nic specjalnego. W głowie coraz więcej myśli o odpoczynku na łóżku i przeglądaniu swoich ulubionych stron w internecie. Ale mój dzień tak nie wyglądał. Kiedy taka myśl przeszła mi przez głowę poczułam jakbym była teraz całkiem inną osobą. Zawsze stykałam się z monotonnością w moim życiu. Ulice przez, które przechodziłam za każdym razem, to samo otoczenie, wstawanie, szkoła i powrót. Coś co nazywałam brakiem normalnego życia. Teraz, właśnie od tego momentu kiedy stałam przed schodami od samolotu wiedziałam, że wszystko zmieni się o 360 stopni. Wszystko co sprawiało, że upadałam zostawię tutaj w Polsce tuż przed odlotem i zaczęciem nowego życia. Lepszego życia. Tego o które tak długo się starałam.
- To się już dzieje. - powiedziałam łapiąc za delikatną dłoń  Nicole, kiedy powoli zaczynaliśmy się unosić. - To ten moment kiedy możemy pokazać wszystkim, że damy radę i spełnimy marzenia. - położyłam głowę na jej ramieniu i zamknęłam oczy.
Odpowiedziała szczerym uśmiechem ściskając przy tym moją dłoń.
Nigdy sie tak nie czułam. Kiedy byłam szczęśliwa to nigdy nie byłam szczęśliwa tak jak teraz. Pomimo tego, że 12 godzin może wywołać u mnie zmęczenie to nie mam zamiaru się załamywać. Załamywać się wtedy kiedy dopiero zaczęłam spełniać marzenia.

- Prosimy o pozostanie na miejscu i zapięciu pasów, aby zachować bezpieczeństwo sobie jak i reszcie pasażerom. Za 5 minut rozpocznie się lądowanie. - dopiero teraz kiedy usłyszałam jedną ze stewardess zorientowałam się, że przespałam prawie cały lot. Może to i lepiej?
- Obudziłaś się. - zauważyła Nicole. Spojrzałam na nią i zobaczyłam wory pod jej oczami, lecz nie pytałam o to czy chociaż na chwilę zmrużyła oczy.

Wyszłyśmy z zatłoczonego lotniska i pierwsze co złapałyśmy taksówkę. Dopiero teraz zrozumiałam, że jestem w miejscu w którym marzyłam aby być od 13 roku życia. Nadal nie wiem kiedy ten czas tak zleciał. Ale to nie było teraz dla mnie ważne. Ważne było dla mnie teraz to, że siedziałam w taksówce i oglądałam Seulskie ulice. Tak, ten widok będzie mi codziennie towarzyszył. Nie mogłabym nic lepszego doświadczyć w swoim życiu jak zobaczenie miejsca, które codziennie oglądałam w grafice google. Na żywo wygląda to wszystko całkiem inaczej. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. To jest niemożliwe, abym mogła opisać jak to wszystko wygląda naprawdę, bo sama do tej pory nie mogę w to uwierzyć, że znajduję się w tym miejscu.
Czekała nas jeszcze niecała godzina jazdy do naszego apartamentu. Kto by pomyślał, że widok za oknem mógłby mnie kiedykolwiek tak zaciekawić, lecz zmęczenie robi swoje, którego nie potrafię niestety kontrolować. Tak jak i zamykających się powiek.
Scena. Tysiące krzyczących osób. Szczęście na ich twarzy. Oczy wyrażające tak wiele. 
To wszystko widziałam w przeciągu kilku minut. Niby coś zwykłego ale dla mnie niezwykłego. Co mam powiedzieć, aby było dobrze. Aby działo się jeszcze więcej. 
- Kocham was, dziękuję, że tu przybyliście. - po tych słowach krzyki wzrosły, ledwo słyszałam własne myśli. 
Nagle scena zamieniła się w zwykłe panele, a krzyczące osoby w rozzłoszczonych klientów w restauracji w której zbierałam zamówienia oraz sprzątałam ze stołu. Gorzej być nie mogło. Chyba się zapadne pod ziemię. Jak długo tak stałam i krzyczałam. Wolę nie wiedzieć. Wolę nie wiedzieć jak to wyglądało od strony tych wszystkich osób. 
Wolałam opuścić to pomieszczenie zabierając ze sobą brudne talerze do kuchni. 
Obudziłam się kiedy taksówka gwałtownie zahamowała przez co pochyliłam się do przodu. Byliśmy na miejscu.
- Nareszcie. - pomyślałam otwierając drzwi mogąc w końcu rozprostować nogi i zażyć świeżego powietrza dłużej niż przez kilka minut kiedy wybiegłam z lotniska i wparowałam do taksówki.

piątek, 1 maja 2015

Dreams come true - III rodział

Wypakowałam swoje wszystkie rzeczy ze szkolnej szafki i spakowałam do mojego ulubionego plecaka, który służył mi bardzo długo, a nadal jest w świetnym stanie. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na swoją szafkę z którą musiałam już się pożegnać. Przekręciłam się na pięcie by móc iść w stronę sekretariatu, lecz ku mojemu zdziwieniu bardzo znana mi osoba była kilka centrymetrów od mojej twarzy. Nikt inny jak...
- Irene. - zwróciłam się do  blondwłosej dziewczyny z mało widocznymi okularami na nosie. - Masz mi coś do powiedzenia wa...
- Chodziłyśmy tyle czasu, a już się żegnamy. - przerwała mi. - Jak ten czas szybko leci.
Przytaknęłam głową chcąc jej przyznać rację.
- Mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie. - kontynuowała. - Mam rację, prawda?
- Jak najbardziej. - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Musisz mi wybaczyć ale spieszę się do sekretariatu by odebrać wszystkie moje szkolne dokumenty i oddać klucz od szafki.
- Wybaczam. - wymamrotała i delikatnie przytuliła mnie na pożegnanie. - Co do Twojego wyjazdu... - zaczęła oddalając się ode mnie. - Powodzenia! - wykrzyknęła chowając sie już na zakręcie.
- Dziękuje. - szepnęłam do siebie i skierowałam się do sekretariatu.

-

- To już niedługo. - spojrzałam na jeszcze nie spakowaną torbę podróżną. - Moje życie zmieni się o dokładnie 360 stopni. - powiedziałam opadając głową na poduszkę. Zamknęłam oczy. Zasnęłam.
Po 12 godzinach lotu, wpatrywania się we wszystkie mrówkowate punkciki poruszające się po ulicy, którymi były auta, wysłuchiwania płaczu dzieci, pociągania nosów przeziębionych osób czy chrapiące mi nad uchem ludzie były wykańczające. Wykańczające niż sam lot. Czego chcieć więcej niż schodzenia po schodach i skierowania się w stronę lotniska by móc iść na odprawę i czekać na taxi by móc pojechać do hotelu. Do hotelu gdzie będe mogła opaść na łóżko i cieszyć się, że w końcu mogę spełniać marzenia i nie patrzeć na opinie innych ludzi, którzy nie znają mojej prawdziwej historii.. Nie znają mnie z żadnej strony.. ale do momentu. Może niedługo będę wyświetlana na reklamach wszystkich możliwych budynków, będę w gazetach w których jest prawda czy te pieprzone plotki od których chcę być jak najdalej czy w telewizji? Wtedy każdy będzie znał moją historię, chociaż nie chcę do tego doprowadzić.
Nie jestem tu sama. Nie spełniam tutaj marzeń sama. Nie muszę przyzwyczajać się do nowego towarzystwa sama. Jestem tutaj z nią. Z osobą, która mimo, że nie mieszkała razem ze mną te kilka tygodni, miesięcy, lat temu, nie miałam jej na wyciągnięcie ręki, nie mogłam przytulić jej wtedy kiedy potrzebowałam tego ja lub ona sama. Teraz będę miała ją na codzień i będę mogła patrzeć jak spełnia marzenia razem ze mną. Że mimo bólu, zmęczenia pracuje, bo chce osiągnąć tyle co nie osiągną osoby, które sprawiały nam przykrości i nie wierzyły w nasze możliwości. Chcemy pokazać im, że ze zwykłych dziewczyn powstanie ktoś kto nie powstałby dzięki ciężkiej pracy.
- Nicole. - powiedziałam do długowłosej dziewczyny, która właśnie wychyliła się zza drzwi.
- Tak? - spytała zbliżając sie do mnie.
- Nic. Tylko sprawdzam czy jesteś tu naprawdę. Czy to nie sen z którego zaraz się zbudzę. 
Po tych słowach znikła. Jak Jongin dzięki swojej mocy, jak wróżki w bajkach. Kiedy znikła ona, znikło i wszystko.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam sufit. Sufit, który zawsze widzę kiedy zbudzam sie z tych pięknych jak i mniej pięknych snów. Przetarłam nieprzebudzone jeszcze oczy i powoli się podniosłam. W tej właśnie chwili kiedy spojrzałam na telefon zaczął ktoś do mnie dzwonić. Tak to była Nicole. Wyczuła to, że właśnie mi się śniła?
- Zamówiłam bilety! - powiedziała od razu kiedy odebrałam od niej telefon. - Jestem tak podekscytowana.
Zaśmiałam się.
- Masz niezłe wyczucie czasu. - powiedziałam i kiedy zapytała o co dokładnie mi chodzi opowiedziałam jej sen, który jeszcze przed chwilą mi się śnił. 
Słyszałam, że sny się spełniają. Czy i mój się spełni? Czy pozostawi mnie w tym samym stanie w jakim jestem od tylu lat starając się o lepszą zmianę i spełnienie marzeń? 
Marzę. Śnię. Wierzę. Dążę. Spełniam.