Zapewne ten dzień był dla większości tak jak każdy inny. Monotonny, nic specjalnego. W głowie coraz więcej myśli o odpoczynku na łóżku i przeglądaniu swoich ulubionych stron w internecie. Ale mój dzień tak nie wyglądał. Kiedy taka myśl przeszła mi przez głowę poczułam jakbym była teraz całkiem inną osobą. Zawsze stykałam się z monotonnością w moim życiu. Ulice przez, które przechodziłam za każdym razem, to samo otoczenie, wstawanie, szkoła i powrót. Coś co nazywałam brakiem normalnego życia. Teraz, właśnie od tego momentu kiedy stałam przed schodami od samolotu wiedziałam, że wszystko zmieni się o 360 stopni. Wszystko co sprawiało, że upadałam zostawię tutaj w Polsce tuż przed odlotem i zaczęciem nowego życia. Lepszego życia. Tego o które tak długo się starałam.
- To się już dzieje. - powiedziałam łapiąc za delikatną dłoń Nicole, kiedy powoli zaczynaliśmy się unosić. - To ten moment kiedy możemy pokazać wszystkim, że damy radę i spełnimy marzenia. - położyłam głowę na jej ramieniu i zamknęłam oczy.
Odpowiedziała szczerym uśmiechem ściskając przy tym moją dłoń.
Nigdy sie tak nie czułam. Kiedy byłam szczęśliwa to nigdy nie byłam szczęśliwa tak jak teraz. Pomimo tego, że 12 godzin może wywołać u mnie zmęczenie to nie mam zamiaru się załamywać. Załamywać się wtedy kiedy dopiero zaczęłam spełniać marzenia.
- Prosimy o pozostanie na miejscu i zapięciu pasów, aby zachować bezpieczeństwo sobie jak i reszcie pasażerom. Za 5 minut rozpocznie się lądowanie. - dopiero teraz kiedy usłyszałam jedną ze stewardess zorientowałam się, że przespałam prawie cały lot. Może to i lepiej?
- Obudziłaś się. - zauważyła Nicole. Spojrzałam na nią i zobaczyłam wory pod jej oczami, lecz nie pytałam o to czy chociaż na chwilę zmrużyła oczy.
Wyszłyśmy z zatłoczonego lotniska i pierwsze co złapałyśmy taksówkę. Dopiero teraz zrozumiałam, że jestem w miejscu w którym marzyłam aby być od 13 roku życia. Nadal nie wiem kiedy ten czas tak zleciał. Ale to nie było teraz dla mnie ważne. Ważne było dla mnie teraz to, że siedziałam w taksówce i oglądałam Seulskie ulice. Tak, ten widok będzie mi codziennie towarzyszył. Nie mogłabym nic lepszego doświadczyć w swoim życiu jak zobaczenie miejsca, które codziennie oglądałam w grafice google. Na żywo wygląda to wszystko całkiem inaczej. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. To jest niemożliwe, abym mogła opisać jak to wszystko wygląda naprawdę, bo sama do tej pory nie mogę w to uwierzyć, że znajduję się w tym miejscu.
Czekała nas jeszcze niecała godzina jazdy do naszego apartamentu. Kto by pomyślał, że widok za oknem mógłby mnie kiedykolwiek tak zaciekawić, lecz zmęczenie robi swoje, którego nie potrafię niestety kontrolować. Tak jak i zamykających się powiek.
Scena. Tysiące krzyczących osób. Szczęście na ich twarzy. Oczy wyrażające tak wiele.
To wszystko widziałam w przeciągu kilku minut. Niby coś zwykłego ale dla mnie niezwykłego. Co mam powiedzieć, aby było dobrze. Aby działo się jeszcze więcej.
- Kocham was, dziękuję, że tu przybyliście. - po tych słowach krzyki wzrosły, ledwo słyszałam własne myśli.
Nagle scena zamieniła się w zwykłe panele, a krzyczące osoby w rozzłoszczonych klientów w restauracji w której zbierałam zamówienia oraz sprzątałam ze stołu. Gorzej być nie mogło. Chyba się zapadne pod ziemię. Jak długo tak stałam i krzyczałam. Wolę nie wiedzieć. Wolę nie wiedzieć jak to wyglądało od strony tych wszystkich osób.
Wolałam opuścić to pomieszczenie zabierając ze sobą brudne talerze do kuchni.
Obudziłam się kiedy taksówka gwałtownie zahamowała przez co pochyliłam się do przodu. Byliśmy na miejscu.
- Nareszcie. - pomyślałam otwierając drzwi mogąc w końcu rozprostować nogi i zażyć świeżego powietrza dłużej niż przez kilka minut kiedy wybiegłam z lotniska i wparowałam do taksówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz