poniedziałek, 6 lipca 2015

Dreams come true - VI rozdział

Nowy dzień trzymający dla mnie wiele dobrego. Pozwalający mi przeżyć coś więcej niż poranną kawę i przeglądanie ulubionych stron internetowych. Już samo słońce wdzierające się do mojego pokoju przez małą szparę rolety chce dodać mi motywacji, aby wstać i mówić sobie, że w to co wierze uda mi się dotrzeć. Nie długo myśląc wstałam i pierwsze co odsunęłam zasłonięte okno i od razu przymrużyłam oczy przez rażące mnie słońce.
- Tego potrzebowałam. Nic więcej nie mogłam oczekiwać od dzisiejszego dnia. -westchnęłam z podekscytowania. - Jeszcze te świeże powietrze. - odparłam gdy głową wystawałam zza otwartego okna.
Na ulicy nie trudno było dostrzec mrówkowate postacie poruszające się po chodnikach i zmierzające na przeceny do centrum handlowych. Skoro oni aktywnie spędzają dzisiejszy dzień to czemu ja miałabym być gorsza? Wyciągnęłam pierwszą lepszą potrawę z lodówki, szybko ją skonsumowałam, aby jak najszybciej móc zachwycać sie dzisiejszym dniem. Podeszłam do otwartej już szafy z ubraniami wybierając coś lekkiego, abym nie musiała jęczeć, że jest mi za gorąco, i że nieodpowiednio dobrałam strój na taką pogodę.
Wręcz wybiegłam z domu łapiąc przy tym pierwszą lepszą torebkę, mój portfel oraz telefon. Moim dzisiejszym planem było przede wszystkim zapoznanie sie z terenem i oczywiście wybranie się na bubble tea, którego na taki dzień jak najbardziej potrzebuję.
Co mi się od razu spodobało to to, że pomimo tego, że z żadnym z osób w Seulu się nie znam to kłaniają sie przede mną mówiąc Annyŏnghaseyo. Odpowiadałam im tym samym kłaniając się.
Weszłam do knajpy bubble tea, która w Seulu jest najbardziej znana, ponieważ odwiedza ją często Sehun - członek zespołu EXO. Pomimo tego, że widziałam dużą garść ludzi i wchodzenie tam mnie odpychało to weszłam, ponieważ nie mogłam sobie odmówić czegoś o czym myślałam przez kilka godzin. Ledwo przecisnęłam sie przez tłum ludzi otaczający jeden ze stolików knajpy. 
- "Wszyscy kłucą się o jeden głupi stolik, gdzie jest tutaj milion takich samych?" - myślałam zerkając co chwila na wszystkie, stojące tam osoby.
- Po proszę jagode. Czarne i białe żelki, pomarańczowe i zielone kulki. - wskazywałam palcem mażąc po szybie za którą znajdowały się wszystkie dodatki do herbaty.
Ostatni raz odwróciłam się w stronę tłumu. Tak. Już wiedziałam z jakiego powodu te wszystkie osoby zebrały się koło akurat tego stolika. Siedział tam Sehun. Ten Sehun o którym wspominałam poprzednio. Delektował się poraz setny swoim ulubionym napojem. Postanowiłam w żaden sposób nie zwracać na siebie uwagi. Wzięłam swoje zamówienie i usiadłam kilka stolików dalej, aby zachować dla niego prywatność. Co prawda zerkałam co chwila na niego, ale było oczywiście bez żadnych zbędnych pisków. Zauważyłam w jego oczach zmęczenie. A kiedy ilość fanek wokoło niego zmniejszała się, zobaczyłam ulgę, że czeka na to aż zostanie sam. 

- "Usłyszał moje myśli?! Spojrzał na mnie, a ja jak zwykle opuściłam swoją zaczerwienioną twarz. Nie może zobaczyć, że jestem zaciekawiona jego obecnością. Musze sie zająć sobą." - siedziałam wykrzykując te wszystkie słowa w swoich myślach. Wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać wszystkie możliwe strony internetowe, aby odwrócić od siebie uwagę. Kiedy zorientowałam się, że już dawno skończyłam swój napój, zerwałam sie z miejsca i dochodząc do wyjścia zerknęłam przez chwilę na siedzącego Sehuna. 
Delikatny wiatr starał się zmazać rumieńce z moich policzków. Prawie mu sie to udało. Poczułam ulgę kiedy zaczęłam oddychać pełną piersią. Tego mi brakowało od momentu kiedy zauważyłam Sehuna. Nie jestem pewna czy teraz zwiedzanie okolicy wchodzi w grę. Powinnam jednak korzystać z takiego dnia, bo może się już nie powtórzyć. Pomimo tego wróciłam do domu. Drzwi od apartamentu uchyliły się kiedy delikatnie nacisnęłam klamkę. Zauważyłam leżąca i śpiącą na kanapie Nicole. Czym ona taka zmęczona? Wróciła chwilę przede mną?
Poszłam do swojego pokoju i poszłam za przykładem Nicoli. Rzuciłam się na łóżku i przymknęłam oczy. 

Byłam tam. Stałam koło milionów fanek. Byłam w pierwszym rzędzie. Stałam tuż przy samej scenie, a przede mną byli oni - 10 członków krzyczących WE ARE ONE i czekających na ten sam gest z naszej strony. Ten wrzask był przeraźliwy. W moich uszach słyszałam tylko chaos. Każdy chciał przekrzyczeć każdego. Nie słyszałam własnych myśli, własnego głosu. Dziękowali nam. Dziękowali za to, że ich podnosimy i razem z nimi staramy się przeżyć każdą złą chwilę na EXO PLANECIE.
Powoli jednak traciłam tak dobrą widoczność. Obraz przede mną przestawał być wyraźny, a EXO byli tylko biało-czarnymi plamkami, które nadal z nami rozmawiały. Zauważyłam ostatnią rzecz. Któryś z nich wskazywał na mnie. Tą, która właśnie teraz traci przytomność z powodu zbyt wielkiego ucisku. Powoli upadałam, głosy się ściszały, a obraz ściemniał. Wszystko miało początek, teraz nastawał koniec. 

Teraz byłam tylko w stanie czuć. Czuć te wszystkie dłonie ludzi, którzy chcą być jeszcze bliżej. Wręcz skoczyć na scene. Lecz poczułam jakieś inne dłonie. Dłonie, które wynoszą mnie z tego tłumu. Tak, to na pewno ochroniarz. Ochroniarz, który wyciągał niejedną nieprzytomną fankę. Teraz przestałam nawet czuć. Przestałam na chwilę życ tam gdzie reszta. Żyłam w swoim świecie, w swojej własnej wyobraźni.
- Ile byłam nieprzytomna? - gwałtownie uniosłam swoje ciało, lecz od razu opadłam spowrotem na poduszkę. Byłam w sali kilku ludzi leżących w ten sam sposób co ja. Na łóżkach, z bladymi, pół przytomnymi twarzami. Szpital. Miejsce, którego nigdy nie odwiedziłam, a ten jeden raz musiało się to zdarzyć. Było tam tak cicho. Słyszałam jedynie chore osoby, które pociągały nosem, kaszlały lub jęczały z bólu. Cisza i spokój. Coś czego potrzebowałam.