Całkiem zaspana wpatrywałam się w ciemność przed moimi oczami myśląc czy nie zapomniałam zrobić czegoś ważnego. Ale jak to zawsze dzieje się mi jak i zapewne większej części osób, mój mózg przestaje w jakiś sposób pracować. Stwierdziłam, że nie ma żadnego sensu, abym zabierała sobie minuty czy nawet godziny cennego dla mnie snu, który w tej chwili jest mi bardzo potrzebny. Zamknęłam oczy "widząc" nadal tą samą ciemność i obróciłam się na drugi bok wtulając się przy tym w zimną poduszkę co po prostu wielbię robić.
Zauważyłam przed sobą długie, niekończące się schody. Za sobą czułam niebezpieczeństwo, jakiś chłodny wiatr wiejący mi w plecy wcale mnie nie pocieszał. Czułam, że ktoś lub coś mnie śledzi i w pewnej chwili chce zrobić mi coś co ani nie trochę sprawi, że będę dusiła się ze śmiechu. Ile tchu w nogach biegłam po tych schodach, które ciągle się wydłużały. Ale nie.... zauważyłam jakąś nadzieję. To był jakiś mały, prostokątny, jasny punkcik do którego powoli się zbliżałam. To dodawało mi motywacji. Motywacji, aby biec szybciej i uciec przed tym co nie daje mi spokoju i za wszelką cenę chce mnie złapać. Nie mogłam.. już nie mogłam. Traciłam jakiekolwiek siły.
" Nie poddawaj się Yoon'a - myślałam. - Dasz radę. Ty byś nie dała?"
To małe wspieranie siebie tymi słowami sprawiło, że byłam już blisko punktu do którego zmierzałam. Lecz to nie był drobny, ledwo zauważalny punkt co wcześniej. Kilka schodów dzieliło mnie od niego. Były to białe drzwi, które lśniły chcąc mi powiedzieć "Tak to jest właśnie to miejsce, które Cię uratuje". Jeszcze tylko trochę... odrobina... a złapię za klamkę i będę bezpieczna.. ucieknę temu pieprzonemu potworowi. Już miałam klamkę na wyciągnięcie ręki. Chwyciłam ją. Drzwi uchyliły się pokazując mi przytulny, jasny pokój z pięknymi jasnymi meblami. Było w nim tyle piękna. Chciałam znaleźć się w nim jak najszybciej.. wręcz wbiegłam do niego.. stawiłam prawą stopę za progiem.. ale... Obraz przede mną zamienił się nagle tak jakbym włączyła sobie slajd na laptopie w galerii przez co przewijałby mi zdjęcia znajdujące się w niej. Jak to do cholerny możliwe? Jeszcze kilka sekund temu widziałam biel.. teraz widzę zieleń.. Tak zieleń. Otaczały mnie rośliny. Gdy spojrzałam w górę zobaczyłam bezchmurne niebo.. było takie piękne.. Czułam delikatny, przyjemny wietrzyk, który sprawiał, że coraz mniej odczuwałam zmęczenie. Ale nie.. coś jednak było nie tak.. Osuwałam się w dół coraz bardziej.
- Co się dzieje?! - wykrzyknęłam nie mogąc podnieść nóg. Ba, nie mogłam zrobić nic. Tak jakby na nogi spadło mi coś ciężkiego, moje ręce były bezwładne.. Jedynie moja głowa okazała się być "sprawną".
Spojrzałam w dół.
- Cholera! - przeraźliwie wrzasnęłam kiedy zauważyłam, że jestem na klifie. Fale mocno obijają się o wysokie, strome skały z wielkim hukiem.
Już koniec. Właśnie tracę cel. Marzenia. Tracę to co do tej pory osiągnęłam. Zdobyłam. A rodzina i przyjaciele tracą mnie. Mnie, która jeszcze niedawno śmiała się do upadłego. Mnie, która marzyła i dążyła.
Złapałam ostatni oddech. Spokojny oddech. I zaczęłam lecieć. Lecieć na tą przeraźliwą, stromą skałę na, którą przed chwilą patrzyłam. Teraz wiatr, który czułam nie był delikatny. Nie był taki przyjemny. Nie sprawiał, że odpoczywałam. Serce podskoczyło mi do gardła kiedy kilka metrów przed moją twarzą zobaczyłam tą skałę o którą już za chwilę miałam uderzyć. Na której miałam stracić to wszystko. Jeszcze chwila.. dosłownie chwila i już za chwilę w gazetach będzie szum o tym, że dziewczyna popełniła samobójstwo skacząc z klifu.. Ahhh. te pieprzone plotki.
To już właśnie ta chwila. Odczułam koniuszkiem palca twardą skałę. Jeszcze chwila dzieli mnie od smutnego zakończenia. I....
Zerwałam się z łózka oblana zimnym potem. Nie chcę wiedzieć co dzieje się w tej chwili z moją twarzą. Jest pewnie taka.. blada.. wystraszona. Gdy spojrzałam na moje dłonie przeraźliwe się trzęsły. Kto by pomyślał, że głupi koszmar mógłby ze mną zrobić coś takiego.
- Nie.. rezygnuję z dzisiejszego snu. - powiedziałam wyświetlając godzinę na telefonie. - 3:49. Jakaś godzina dla człowieka musi być znienawidzona, nieprawdaż?
Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka lub prędzej do miejsca w którym ono powinno być. Ciemność nadal mi towarzyszyła. Sięgnęłam po słuchawki w miejsce w którym wczoraj je zostawiłam i wróciłam do ciepłego łóżka. Podłączyłam je do telefonu i włączyłam spokojną piosenkę chcąc w jakiś sposób się odprężyć i zapomnieć o tym śnie, który niezbyt przyjemnie wspominam.
--------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie coś dodałam. Ile to...? Coś około 5/6 mięsiecy. Muszę nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że opowiadanie wychodzi lepiej. ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz