poniedziałek, 6 lipca 2015

Dreams come true - VI rozdział

Nowy dzień trzymający dla mnie wiele dobrego. Pozwalający mi przeżyć coś więcej niż poranną kawę i przeglądanie ulubionych stron internetowych. Już samo słońce wdzierające się do mojego pokoju przez małą szparę rolety chce dodać mi motywacji, aby wstać i mówić sobie, że w to co wierze uda mi się dotrzeć. Nie długo myśląc wstałam i pierwsze co odsunęłam zasłonięte okno i od razu przymrużyłam oczy przez rażące mnie słońce.
- Tego potrzebowałam. Nic więcej nie mogłam oczekiwać od dzisiejszego dnia. -westchnęłam z podekscytowania. - Jeszcze te świeże powietrze. - odparłam gdy głową wystawałam zza otwartego okna.
Na ulicy nie trudno było dostrzec mrówkowate postacie poruszające się po chodnikach i zmierzające na przeceny do centrum handlowych. Skoro oni aktywnie spędzają dzisiejszy dzień to czemu ja miałabym być gorsza? Wyciągnęłam pierwszą lepszą potrawę z lodówki, szybko ją skonsumowałam, aby jak najszybciej móc zachwycać sie dzisiejszym dniem. Podeszłam do otwartej już szafy z ubraniami wybierając coś lekkiego, abym nie musiała jęczeć, że jest mi za gorąco, i że nieodpowiednio dobrałam strój na taką pogodę.
Wręcz wybiegłam z domu łapiąc przy tym pierwszą lepszą torebkę, mój portfel oraz telefon. Moim dzisiejszym planem było przede wszystkim zapoznanie sie z terenem i oczywiście wybranie się na bubble tea, którego na taki dzień jak najbardziej potrzebuję.
Co mi się od razu spodobało to to, że pomimo tego, że z żadnym z osób w Seulu się nie znam to kłaniają sie przede mną mówiąc Annyŏnghaseyo. Odpowiadałam im tym samym kłaniając się.
Weszłam do knajpy bubble tea, która w Seulu jest najbardziej znana, ponieważ odwiedza ją często Sehun - członek zespołu EXO. Pomimo tego, że widziałam dużą garść ludzi i wchodzenie tam mnie odpychało to weszłam, ponieważ nie mogłam sobie odmówić czegoś o czym myślałam przez kilka godzin. Ledwo przecisnęłam sie przez tłum ludzi otaczający jeden ze stolików knajpy. 
- "Wszyscy kłucą się o jeden głupi stolik, gdzie jest tutaj milion takich samych?" - myślałam zerkając co chwila na wszystkie, stojące tam osoby.
- Po proszę jagode. Czarne i białe żelki, pomarańczowe i zielone kulki. - wskazywałam palcem mażąc po szybie za którą znajdowały się wszystkie dodatki do herbaty.
Ostatni raz odwróciłam się w stronę tłumu. Tak. Już wiedziałam z jakiego powodu te wszystkie osoby zebrały się koło akurat tego stolika. Siedział tam Sehun. Ten Sehun o którym wspominałam poprzednio. Delektował się poraz setny swoim ulubionym napojem. Postanowiłam w żaden sposób nie zwracać na siebie uwagi. Wzięłam swoje zamówienie i usiadłam kilka stolików dalej, aby zachować dla niego prywatność. Co prawda zerkałam co chwila na niego, ale było oczywiście bez żadnych zbędnych pisków. Zauważyłam w jego oczach zmęczenie. A kiedy ilość fanek wokoło niego zmniejszała się, zobaczyłam ulgę, że czeka na to aż zostanie sam. 

- "Usłyszał moje myśli?! Spojrzał na mnie, a ja jak zwykle opuściłam swoją zaczerwienioną twarz. Nie może zobaczyć, że jestem zaciekawiona jego obecnością. Musze sie zająć sobą." - siedziałam wykrzykując te wszystkie słowa w swoich myślach. Wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać wszystkie możliwe strony internetowe, aby odwrócić od siebie uwagę. Kiedy zorientowałam się, że już dawno skończyłam swój napój, zerwałam sie z miejsca i dochodząc do wyjścia zerknęłam przez chwilę na siedzącego Sehuna. 
Delikatny wiatr starał się zmazać rumieńce z moich policzków. Prawie mu sie to udało. Poczułam ulgę kiedy zaczęłam oddychać pełną piersią. Tego mi brakowało od momentu kiedy zauważyłam Sehuna. Nie jestem pewna czy teraz zwiedzanie okolicy wchodzi w grę. Powinnam jednak korzystać z takiego dnia, bo może się już nie powtórzyć. Pomimo tego wróciłam do domu. Drzwi od apartamentu uchyliły się kiedy delikatnie nacisnęłam klamkę. Zauważyłam leżąca i śpiącą na kanapie Nicole. Czym ona taka zmęczona? Wróciła chwilę przede mną?
Poszłam do swojego pokoju i poszłam za przykładem Nicoli. Rzuciłam się na łóżku i przymknęłam oczy. 

Byłam tam. Stałam koło milionów fanek. Byłam w pierwszym rzędzie. Stałam tuż przy samej scenie, a przede mną byli oni - 10 członków krzyczących WE ARE ONE i czekających na ten sam gest z naszej strony. Ten wrzask był przeraźliwy. W moich uszach słyszałam tylko chaos. Każdy chciał przekrzyczeć każdego. Nie słyszałam własnych myśli, własnego głosu. Dziękowali nam. Dziękowali za to, że ich podnosimy i razem z nimi staramy się przeżyć każdą złą chwilę na EXO PLANECIE.
Powoli jednak traciłam tak dobrą widoczność. Obraz przede mną przestawał być wyraźny, a EXO byli tylko biało-czarnymi plamkami, które nadal z nami rozmawiały. Zauważyłam ostatnią rzecz. Któryś z nich wskazywał na mnie. Tą, która właśnie teraz traci przytomność z powodu zbyt wielkiego ucisku. Powoli upadałam, głosy się ściszały, a obraz ściemniał. Wszystko miało początek, teraz nastawał koniec. 

Teraz byłam tylko w stanie czuć. Czuć te wszystkie dłonie ludzi, którzy chcą być jeszcze bliżej. Wręcz skoczyć na scene. Lecz poczułam jakieś inne dłonie. Dłonie, które wynoszą mnie z tego tłumu. Tak, to na pewno ochroniarz. Ochroniarz, który wyciągał niejedną nieprzytomną fankę. Teraz przestałam nawet czuć. Przestałam na chwilę życ tam gdzie reszta. Żyłam w swoim świecie, w swojej własnej wyobraźni.
- Ile byłam nieprzytomna? - gwałtownie uniosłam swoje ciało, lecz od razu opadłam spowrotem na poduszkę. Byłam w sali kilku ludzi leżących w ten sam sposób co ja. Na łóżkach, z bladymi, pół przytomnymi twarzami. Szpital. Miejsce, którego nigdy nie odwiedziłam, a ten jeden raz musiało się to zdarzyć. Było tam tak cicho. Słyszałam jedynie chore osoby, które pociągały nosem, kaszlały lub jęczały z bólu. Cisza i spokój. Coś czego potrzebowałam. 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dreams come true - V rozdział

Stałam przed drzwiami od naszego apartamentu. Numer 89, to właśnie tutaj udało nam się zarezerwować pokój. Gdybyśmy zabrały się za szukanie wolnych pokoi później to wątpię czy spałybyśmy w łóżku. Bardziej prawdopodobne byłoby to,że musiałybyśmy przespać się na ulicy. Ale to nie jest moment na myślenie o takich rzeczach, które się całe szczęście nie wydarzyły. Wolę myśleć teraz o tym, że śpimy w pokoju obok, którego mieszkają całkiem mili skośnoocy panowie, z którymi zdążyłysmy już się zapoznać - Taeyang, Siwon oraz Hyuk. Tak, jestem pewna, że kontakty między nami w żaden sposób się nie zniszczą.
- Nareszcie. Na to czekałam od tych 12 godzin. Wygodne łóżko, z zimną, czystą pościelą. - westchnęłam kiedy rzuciłam się na łóżko. - Nie sądziłam, że ten pokój będzie aż tak przytulny. - odparłam przechadzając się po wszystkich pomieszczeniach zatrzymując się co chwila przy każdym obrazie, który mnie zaciekawiał.
Złapałam się za brzuch, który przypominał mi o swoim istnieniu. No tak, z tego podekscytowania zapomniałam o tym, że nie jadłam nic odkąd pojechałam  na lotnisko do Warszawy. Otworzyłam lodówkę gdzie zobaczyłam ją pełną. Pracownicy hotelu zadbali o nasz żołądek, a ilość jedzenia i jego wygląd sprawił, że nie wiedziałam za co pierwsze się zabrać. Kimchi od zawsze interesowało mnie swoim wyglądem oraz zawartością, lecz nigdy nie miałam okazji jej spróbować. Co prawda nie jestem fanką warzyw, lecz warzywa serwowane w ten sposób bardzo mnie zainteresowały. Nie ukrywam, że należę do osób, które lubią ostre potrawy i ucieszyło mnie to, że kimchi zostało przyprawione proszkiem chilli.
- Jak mogłam nigdy tego chociażby nie wypróbować. Nie przejechać całej polski, aby gdzieś to znaleźć. - śmiałam się pod nosem zachwycając się pyszną potrawą.
Co chwila zaglądałam do talerza Nicoli. Jadła właśnie jeon. Wybrała sobie jakąś szybką potrawę, ponieważ nie odczuwała dużego głodu.
Dzisiejszy dzień chciałam wykorzystać prędzej na odpoczynek, aby na jutrzejszy dzień mieć energię, by móc zwiedzać Seul. Pomimo tego, że przespałam 12 godzin w samolocie to i tak zmęczenie nie dawało mi spokoju. Nie powiem, fotele w samolocie nie są na tyle wygodne, abym mogła czuć się odprężona po tak długiej podróży.
Ponownie opadłam na łóżko, przymknęłam delikatnie oczy i nie czekając długo - zasnęłam.

Ostrożnie przechodziłam przez zarośniętą dróżkę, która prowadziła donikąd. Gołe nogi odczuwały delikatne poparzenia, ponieważ ocierały się co chwilę o pokrzywy. 
- Gdzie ja dokładnie idę? Czego ja tutaj szukam? Tutaj nic nie ma. Poza dużym lasem, wysoką trawą i cholernymi pokrzywami, których jest coraz więcej. - ledwo wypowiadałam każde z tych słów, ponieważ zbyt długie chodzenie odbierało mi coraz więcej energii. 
Znalazłam się już przed samym lasem. Ciemnym z którego wydostawał się zimny powiew. Gdybym była tu w nocy nie wiem czy tak spokojnie patrzyłabym w głąb lasu. Stawiałam coraz większe kroki, aby jak najszybciej znaleźć się na jego końcu. Byłam ciekawa co może się za nim kryć. Miasteczko elfów? Królestwo? Miałam ogromną nadzieję, że będzie tam bajecznie, lecz co chwila miałąm podejrzenia, że tam również będzie ta sama trawa i te same pokrzywy. Pomimo tego zmierzałam przed siebie. Co chwila słyszałam pięknie śpiewające ptaki, które zadowalały moje uszy swoim pięknym głosem oraz łamiące się pod moimi stopami gałązki, które wywoływały echo. 
Byłam już niedaleko miejsca do którego zmierzałam. Powoli wyszłam z lasu, lecz widziałam jedynie czyste niebo oraz tą samą zieleń, która była przed lasem. Miałam już wracać ale jednak coś powiedziało, abym zrobiła kilka kroków. Tak też zrobiłam, a obraz przede mną zmienił się w coś całkiem innego. Nie jestem pewna co to było, nie wiedziałam jak to nazwać. Tutaj również była roślinność ale nie ta sama. Długa dróżka rozciągała się w lewą stronę, prawą oraz prosto prowadząc do różnych pięknych miejsc. Otaczały ją kwiaty wiśni, tak pięknie rozkwitły. I ten zapach, którym zachwycałam się przechodząc koło nich. Nie wiedziałam co myśleć. To było zbyt piękne miejsce, abym miała stąd w pewnej chwili wyjść. 
Było tu tyle do zwiedzania. Nie wiedziałam w którą stronę pokierować swoje nogi też dlatego szłam przed siebie. Zobaczyłam ławkę. Samotną ławkę leżącą kawałek ode mnie. Koło niej rosły piękne, kolorowe kwiaty. Poszłam w jej kierunku, aby usiąść i przez chwilę patrzeć na to wszystko co mnie otacza. By móc spojrzeć w górę i patrzeć na to piękne, przejrzyste niebo i odprężać się czując ten delikatny wiater. Lecz kiedy stawiłam kilka kroków obraz się zmienił. Tym razem bardzo się wzdrygłam i odskoczyłam do tyłu. Te wszystkie rośliny, które aż raziły oczy swoimi barwami teraz straciły piękne odcienie. Całe to miejsce, które poprzednio zapraszało mnie, aby rozkoszować się jego pięknością, teraz mnie swoim wyglądem odstraszało. Dlaczego? Ponieważ straciło swoją wartość. Teraz gdzie się nie odwróciłam widziałam szarość. Szarość, która w żaden sposób nie sprawiała, że chcę zostać tam nawet minutę dłużej. Chciałam wyjść jak najszybciej i znaleźć dla siebie jakieś ciekawsze zajęcie, lecz przede mną stanęło coś wielkiego, odziane w czarne szaty. Nie widziałam twarzy, była zakryta kapturem. Nie wiedziałam czy dobrym pomysłem byłoby błaganie o litość. O przepuszczenie mnie. Zostawienie w spokoju. Ale zaraz pomyślałam, że byłoby to naprawdę idiotyczne.
Po chwili zobaczyłam, że zza pleców tajemnicza postać wyciąga coś długiego i błyszczącego. Tak to podłóżny, ostry miecz na który właśnie teraz głównie skupiłam uwagę. Nim zdołałam złapać oddech i zrobić mały krok, miecz znalazł się przed moim gardłem. Czułam, że jego szpiczasty koniec wbija mi się w skórę. Odczuwałam delikatny ból ale wiedziałam, że zaraz może on się zwiększyć. Kiedy te myśli przeszły mi przez głowę, postać zamachnęła się by móc wbić miecz w gardło, lecz zanim wbił mi go i zanim poczułam ten okropny bół to...


Obudziłam się otwierając momentalnie szeroko oczy i ciężko oddychając.
- 19:23, na długo zasnęłam. - powiedziałam kiedy spojrzałam na godzinę w telefonie.

czwartek, 21 maja 2015

Dreams come true - IV rozdział

Zapewne ten dzień był dla większości tak jak każdy inny. Monotonny, nic specjalnego. W głowie coraz więcej myśli o odpoczynku na łóżku i przeglądaniu swoich ulubionych stron w internecie. Ale mój dzień tak nie wyglądał. Kiedy taka myśl przeszła mi przez głowę poczułam jakbym była teraz całkiem inną osobą. Zawsze stykałam się z monotonnością w moim życiu. Ulice przez, które przechodziłam za każdym razem, to samo otoczenie, wstawanie, szkoła i powrót. Coś co nazywałam brakiem normalnego życia. Teraz, właśnie od tego momentu kiedy stałam przed schodami od samolotu wiedziałam, że wszystko zmieni się o 360 stopni. Wszystko co sprawiało, że upadałam zostawię tutaj w Polsce tuż przed odlotem i zaczęciem nowego życia. Lepszego życia. Tego o które tak długo się starałam.
- To się już dzieje. - powiedziałam łapiąc za delikatną dłoń  Nicole, kiedy powoli zaczynaliśmy się unosić. - To ten moment kiedy możemy pokazać wszystkim, że damy radę i spełnimy marzenia. - położyłam głowę na jej ramieniu i zamknęłam oczy.
Odpowiedziała szczerym uśmiechem ściskając przy tym moją dłoń.
Nigdy sie tak nie czułam. Kiedy byłam szczęśliwa to nigdy nie byłam szczęśliwa tak jak teraz. Pomimo tego, że 12 godzin może wywołać u mnie zmęczenie to nie mam zamiaru się załamywać. Załamywać się wtedy kiedy dopiero zaczęłam spełniać marzenia.

- Prosimy o pozostanie na miejscu i zapięciu pasów, aby zachować bezpieczeństwo sobie jak i reszcie pasażerom. Za 5 minut rozpocznie się lądowanie. - dopiero teraz kiedy usłyszałam jedną ze stewardess zorientowałam się, że przespałam prawie cały lot. Może to i lepiej?
- Obudziłaś się. - zauważyła Nicole. Spojrzałam na nią i zobaczyłam wory pod jej oczami, lecz nie pytałam o to czy chociaż na chwilę zmrużyła oczy.

Wyszłyśmy z zatłoczonego lotniska i pierwsze co złapałyśmy taksówkę. Dopiero teraz zrozumiałam, że jestem w miejscu w którym marzyłam aby być od 13 roku życia. Nadal nie wiem kiedy ten czas tak zleciał. Ale to nie było teraz dla mnie ważne. Ważne było dla mnie teraz to, że siedziałam w taksówce i oglądałam Seulskie ulice. Tak, ten widok będzie mi codziennie towarzyszył. Nie mogłabym nic lepszego doświadczyć w swoim życiu jak zobaczenie miejsca, które codziennie oglądałam w grafice google. Na żywo wygląda to wszystko całkiem inaczej. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. To jest niemożliwe, abym mogła opisać jak to wszystko wygląda naprawdę, bo sama do tej pory nie mogę w to uwierzyć, że znajduję się w tym miejscu.
Czekała nas jeszcze niecała godzina jazdy do naszego apartamentu. Kto by pomyślał, że widok za oknem mógłby mnie kiedykolwiek tak zaciekawić, lecz zmęczenie robi swoje, którego nie potrafię niestety kontrolować. Tak jak i zamykających się powiek.
Scena. Tysiące krzyczących osób. Szczęście na ich twarzy. Oczy wyrażające tak wiele. 
To wszystko widziałam w przeciągu kilku minut. Niby coś zwykłego ale dla mnie niezwykłego. Co mam powiedzieć, aby było dobrze. Aby działo się jeszcze więcej. 
- Kocham was, dziękuję, że tu przybyliście. - po tych słowach krzyki wzrosły, ledwo słyszałam własne myśli. 
Nagle scena zamieniła się w zwykłe panele, a krzyczące osoby w rozzłoszczonych klientów w restauracji w której zbierałam zamówienia oraz sprzątałam ze stołu. Gorzej być nie mogło. Chyba się zapadne pod ziemię. Jak długo tak stałam i krzyczałam. Wolę nie wiedzieć. Wolę nie wiedzieć jak to wyglądało od strony tych wszystkich osób. 
Wolałam opuścić to pomieszczenie zabierając ze sobą brudne talerze do kuchni. 
Obudziłam się kiedy taksówka gwałtownie zahamowała przez co pochyliłam się do przodu. Byliśmy na miejscu.
- Nareszcie. - pomyślałam otwierając drzwi mogąc w końcu rozprostować nogi i zażyć świeżego powietrza dłużej niż przez kilka minut kiedy wybiegłam z lotniska i wparowałam do taksówki.

piątek, 1 maja 2015

Dreams come true - III rodział

Wypakowałam swoje wszystkie rzeczy ze szkolnej szafki i spakowałam do mojego ulubionego plecaka, który służył mi bardzo długo, a nadal jest w świetnym stanie. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na swoją szafkę z którą musiałam już się pożegnać. Przekręciłam się na pięcie by móc iść w stronę sekretariatu, lecz ku mojemu zdziwieniu bardzo znana mi osoba była kilka centrymetrów od mojej twarzy. Nikt inny jak...
- Irene. - zwróciłam się do  blondwłosej dziewczyny z mało widocznymi okularami na nosie. - Masz mi coś do powiedzenia wa...
- Chodziłyśmy tyle czasu, a już się żegnamy. - przerwała mi. - Jak ten czas szybko leci.
Przytaknęłam głową chcąc jej przyznać rację.
- Mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie. - kontynuowała. - Mam rację, prawda?
- Jak najbardziej. - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Musisz mi wybaczyć ale spieszę się do sekretariatu by odebrać wszystkie moje szkolne dokumenty i oddać klucz od szafki.
- Wybaczam. - wymamrotała i delikatnie przytuliła mnie na pożegnanie. - Co do Twojego wyjazdu... - zaczęła oddalając się ode mnie. - Powodzenia! - wykrzyknęła chowając sie już na zakręcie.
- Dziękuje. - szepnęłam do siebie i skierowałam się do sekretariatu.

-

- To już niedługo. - spojrzałam na jeszcze nie spakowaną torbę podróżną. - Moje życie zmieni się o dokładnie 360 stopni. - powiedziałam opadając głową na poduszkę. Zamknęłam oczy. Zasnęłam.
Po 12 godzinach lotu, wpatrywania się we wszystkie mrówkowate punkciki poruszające się po ulicy, którymi były auta, wysłuchiwania płaczu dzieci, pociągania nosów przeziębionych osób czy chrapiące mi nad uchem ludzie były wykańczające. Wykańczające niż sam lot. Czego chcieć więcej niż schodzenia po schodach i skierowania się w stronę lotniska by móc iść na odprawę i czekać na taxi by móc pojechać do hotelu. Do hotelu gdzie będe mogła opaść na łóżko i cieszyć się, że w końcu mogę spełniać marzenia i nie patrzeć na opinie innych ludzi, którzy nie znają mojej prawdziwej historii.. Nie znają mnie z żadnej strony.. ale do momentu. Może niedługo będę wyświetlana na reklamach wszystkich możliwych budynków, będę w gazetach w których jest prawda czy te pieprzone plotki od których chcę być jak najdalej czy w telewizji? Wtedy każdy będzie znał moją historię, chociaż nie chcę do tego doprowadzić.
Nie jestem tu sama. Nie spełniam tutaj marzeń sama. Nie muszę przyzwyczajać się do nowego towarzystwa sama. Jestem tutaj z nią. Z osobą, która mimo, że nie mieszkała razem ze mną te kilka tygodni, miesięcy, lat temu, nie miałam jej na wyciągnięcie ręki, nie mogłam przytulić jej wtedy kiedy potrzebowałam tego ja lub ona sama. Teraz będę miała ją na codzień i będę mogła patrzeć jak spełnia marzenia razem ze mną. Że mimo bólu, zmęczenia pracuje, bo chce osiągnąć tyle co nie osiągną osoby, które sprawiały nam przykrości i nie wierzyły w nasze możliwości. Chcemy pokazać im, że ze zwykłych dziewczyn powstanie ktoś kto nie powstałby dzięki ciężkiej pracy.
- Nicole. - powiedziałam do długowłosej dziewczyny, która właśnie wychyliła się zza drzwi.
- Tak? - spytała zbliżając sie do mnie.
- Nic. Tylko sprawdzam czy jesteś tu naprawdę. Czy to nie sen z którego zaraz się zbudzę. 
Po tych słowach znikła. Jak Jongin dzięki swojej mocy, jak wróżki w bajkach. Kiedy znikła ona, znikło i wszystko.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam sufit. Sufit, który zawsze widzę kiedy zbudzam sie z tych pięknych jak i mniej pięknych snów. Przetarłam nieprzebudzone jeszcze oczy i powoli się podniosłam. W tej właśnie chwili kiedy spojrzałam na telefon zaczął ktoś do mnie dzwonić. Tak to była Nicole. Wyczuła to, że właśnie mi się śniła?
- Zamówiłam bilety! - powiedziała od razu kiedy odebrałam od niej telefon. - Jestem tak podekscytowana.
Zaśmiałam się.
- Masz niezłe wyczucie czasu. - powiedziałam i kiedy zapytała o co dokładnie mi chodzi opowiedziałam jej sen, który jeszcze przed chwilą mi się śnił. 
Słyszałam, że sny się spełniają. Czy i mój się spełni? Czy pozostawi mnie w tym samym stanie w jakim jestem od tylu lat starając się o lepszą zmianę i spełnienie marzeń? 
Marzę. Śnię. Wierzę. Dążę. Spełniam.



środa, 22 kwietnia 2015

Dreams come true - II rozdział

Całkiem zaspana wpatrywałam się w ciemność przed moimi oczami myśląc czy nie zapomniałam zrobić czegoś ważnego. Ale jak to zawsze dzieje się mi jak i zapewne większej części osób, mój mózg przestaje w jakiś sposób pracować. Stwierdziłam, że nie ma żadnego sensu, abym zabierała sobie minuty czy nawet godziny cennego dla mnie snu, który w tej chwili jest mi bardzo potrzebny. Zamknęłam oczy "widząc" nadal tą samą ciemność i obróciłam się na drugi bok wtulając się przy tym w zimną poduszkę co po prostu wielbię robić.
Zauważyłam przed sobą długie, niekończące się schody. Za sobą czułam niebezpieczeństwo, jakiś chłodny wiatr wiejący mi w plecy wcale mnie nie pocieszał. Czułam, że ktoś lub coś mnie śledzi i w pewnej chwili chce zrobić mi coś co ani nie trochę sprawi, że będę dusiła się ze śmiechu. Ile tchu w nogach biegłam po tych schodach, które ciągle się wydłużały. Ale nie.... zauważyłam jakąś nadzieję. To był jakiś mały, prostokątny, jasny punkcik do którego powoli się zbliżałam. To dodawało mi motywacji. Motywacji, aby biec szybciej i uciec przed tym co nie daje mi spokoju i za wszelką cenę chce mnie złapać. Nie mogłam.. już nie mogłam. Traciłam jakiekolwiek siły.
" Nie poddawaj się Yoon'a - myślałam. - Dasz radę. Ty byś nie dała?"
To małe wspieranie siebie tymi słowami sprawiło, że byłam już blisko punktu do którego zmierzałam. Lecz to nie był drobny, ledwo zauważalny punkt co wcześniej. Kilka schodów dzieliło mnie od niego. Były to białe drzwi, które lśniły chcąc mi powiedzieć "Tak to jest właśnie to miejsce, które Cię uratuje". Jeszcze tylko trochę... odrobina... a złapię za klamkę i będę bezpieczna.. ucieknę temu pieprzonemu potworowi. Już miałam klamkę na wyciągnięcie ręki. Chwyciłam ją. Drzwi uchyliły się pokazując mi przytulny, jasny pokój z pięknymi jasnymi meblami. Było w nim tyle piękna. Chciałam znaleźć się w nim jak najszybciej.. wręcz wbiegłam do niego.. stawiłam prawą stopę za progiem.. ale... Obraz przede mną zamienił się nagle tak jakbym włączyła sobie slajd na laptopie w galerii przez co przewijałby mi zdjęcia znajdujące się w niej. Jak to do cholerny możliwe? Jeszcze kilka sekund temu widziałam biel.. teraz widzę zieleń.. Tak zieleń. Otaczały mnie rośliny. Gdy spojrzałam w górę zobaczyłam bezchmurne niebo.. było takie piękne.. Czułam delikatny, przyjemny wietrzyk, który sprawiał, że coraz mniej odczuwałam zmęczenie. Ale nie.. coś jednak było nie tak.. Osuwałam się w dół coraz bardziej. 
- Co się dzieje?! - wykrzyknęłam nie mogąc podnieść nóg. Ba, nie mogłam zrobić nic. Tak jakby na nogi spadło mi coś ciężkiego, moje ręce były bezwładne.. Jedynie moja głowa okazała się być "sprawną". 
Spojrzałam w dół.
- Cholera! - przeraźliwie wrzasnęłam kiedy zauważyłam, że jestem na klifie. Fale mocno obijają się o wysokie, strome skały z wielkim hukiem.
Już koniec. Właśnie tracę cel. Marzenia. Tracę to co do tej pory osiągnęłam. Zdobyłam. A rodzina i przyjaciele tracą mnie. Mnie, która jeszcze niedawno śmiała się do upadłego. Mnie, która marzyła i dążyła. 
Złapałam ostatni oddech. Spokojny oddech. I zaczęłam lecieć. Lecieć na tą przeraźliwą, stromą skałę na, którą przed chwilą patrzyłam. Teraz wiatr, który czułam nie był delikatny. Nie był taki przyjemny. Nie sprawiał, że odpoczywałam. Serce podskoczyło mi do gardła kiedy kilka metrów przed moją twarzą zobaczyłam tą skałę o którą już za chwilę miałam uderzyć. Na której miałam stracić to wszystko. Jeszcze chwila.. dosłownie chwila i już za chwilę w gazetach będzie szum o tym, że dziewczyna popełniła samobójstwo skacząc z klifu.. Ahhh. te pieprzone plotki. 
To już właśnie ta chwila. Odczułam koniuszkiem palca twardą skałę. Jeszcze chwila dzieli mnie od smutnego zakończenia. I....
Zerwałam się z łózka oblana zimnym potem. Nie chcę wiedzieć co dzieje się w tej chwili z moją twarzą. Jest pewnie taka.. blada.. wystraszona. Gdy spojrzałam na moje dłonie przeraźliwe się trzęsły. Kto by pomyślał, że głupi koszmar mógłby ze mną zrobić coś takiego.
- Nie.. rezygnuję z dzisiejszego snu. - powiedziałam wyświetlając godzinę na telefonie. - 3:49. Jakaś godzina dla człowieka musi być znienawidzona, nieprawdaż?
Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka lub prędzej do miejsca w którym ono powinno być. Ciemność nadal mi towarzyszyła. Sięgnęłam po słuchawki w miejsce w którym wczoraj je zostawiłam i wróciłam do ciepłego łóżka. Podłączyłam je do telefonu i włączyłam spokojną piosenkę chcąc w jakiś sposób się odprężyć i zapomnieć o tym śnie, który niezbyt przyjemnie wspominam.

--------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie coś dodałam. Ile to...? Coś około 5/6 mięsiecy. Muszę nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że opowiadanie wychodzi lepiej. ^^

czwartek, 6 listopada 2014

Dreams come true - I rozdział

Moim zwyczajem było i jest przeglądanie wszystkiego co popadnie w internecie mimo, że nic ciekawego w tym nie ma. Przypadkowo wpadłam na stronę o informacji, że są poszukiwani aktorzy do nowej Koreańskiej dramy, która nosi tytuł: ,,Dreams come true".  Nie ukrywam, że ta wiadomość sprawiła, że na mojej twarzy pojawił się wyraźny uśmiech przez co moje krzywe zęby można było zauważyć momentalnie. Bez żadnego zastanowienia postanowiłam coraz więcej czytać na temat tej dramy chcąc dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko tego, że są poszukiwani aktorzy. Jednakże więcej czytając, to bardziej myślałam o tym jak by to wyglądało. A oczywistym i przykrym faktem było to, że jestem tutaj - w Polsce, a nie w Korei Południowej w Seulu. Wywarło to na mnie ogromny smutek, ponieważ wyobrażanie sobie mnie jako głównej bohaterki było zbędne, a granie z przystojnym Azjatą, który byłby moim serialowym chłopakiem było tylko cudownym, chwilowym snem, ponieważ z powodu zmęczenia na chwilę zasnęłam co sprawiło, że przyśnił mi się kawałek romantycznego momentu z tego co być może wydarzyłoby się w tej dramie.
- Kolejny zespół, który zaszczyci nas swoją obecnością to zespół EXO! - słowa, które jeden z prowadzących wypowiedział w telewizji spowodowały, że oderwałam się chwilowo od laptopa i tego co do tej pory szukałam i przeszłam na włączony telewizor, podgłaśniając nieco, aby lepiej usłyszeć co mają do powiedzenia. - EXO Kamsahamnida! Cieszymy się, że znowu możemy się zobaczyć, EXO-L! Mamy nadzieję, że będziecie się świetnie bawić razem z nami.
- Aby rozpocząć z EXO miłą atmosferę zaczniemy od piosenki overdose. - powiedział jeden z prowadzących idąc powoli w kierunku schodów, aby zrobić miejsce dla zespołu. Osoba, która bez przerwy była przeze mnie obserwowana to nikt inny jak....
- Tutaj Zitao Huang, czyli panda. Czy świetnie się bawicie?! - skierował mikrofon w stronę publiczności, a oni na jego pytanie odpowiedzieli radosnym krzyczeniem. Oczywiście nie zabrakło tego, że ja się do nich dołączyłam co sprawiło, że do salonu wbiegła moja mama, lecz kiedy spojrzała na mnie i na telewizor nie miała więcej pytań, ponieważ zrozumiała powód mojego zachowania.
Kiedy już nic ciekawego nie pojawiało się w telewizji, wyłączyłam ją i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku razem z książką,/słownikiem "Koreański nie gryzie" i rozpoczęłam dzisiejszą naukę co dzisiaj szło mi wyjątkowo szybko. Podejrzewam, że to dzięki motywacji coraz lepiej wychodzi mi nauka.
- Eonni! - usłyszałam moją siostrę z klatki schodowej. Podniosłam się z łóżka, zostawiając książke na nim. Stanęłam przed drzwiami pokoju czekając na to czy siostra powie coś więcej.
- Tak? - Nie czekając dłużej postanowiłam, że pójdę sprawdzić o co chodzi. - Coś się stało? - Zadałam kolejne pytanie wyłaniając się zza uchylonych, wyjściowych drzwi na klatkę schodową.
- Ktoś do Ciebie przyszedł. - Powiedziała przenosząc wzrok na TĄ osobę, abym na nią spojrzała. Na jej widok uśmiechnęłam się i zbiegłam ze schodów, aby jak najszybciej się koło niej znaleźć. Był to umięśniony blondyn z szerokim uśmiechem i śnieżnymi zębami. Wyglądał na nieprzyjazną osobę, lecz był całkiem inny.
- Jonghyun Oppa! - wykrzyknęłam, rzucając się na szyję przyjaciela.
Jonghyun to mój przyjaciel od najmłodszych lat. Od kiedy byłam małym dzieckiem często przychodził do mojego domu, lecz z tego powodu, że od kilku lat znowu mieszka w Korei i tam ma swój zespół nie mam możliwości przez cały czas się z nim widywać, ale jak tylko przyjeżdża to staram się spędzić z nim jak najwięcej czasu. W żartobliwy sposób można powiedzieć, że jest to mój nauczyciel od Koreańskiego.
- Tak długo się nie widzieliśmy. Jak dobrze Cię znowu zobaczyć! - krzyknęłam nadal będąc w jego ramionach, zachwycając się przy okazji jego pięknymi, męskimi perfumami.
- Już zauważyłem Twoje zadowolenie ale mogłabyś mnie puścić, bo jeszcze trochę, a mnie udusisz. - Wymamrotał jakby od niechcenia ale zrozumiale. Puściłam go, zniżając od razu głowę co sprawiło, że moją twarz i moje zarumienione policzki zakryły włosy. - Więc jak, dzisiaj ulepszamy Twój Koreański? - Starał się w jakiś sposób przerwać tą ciszę. Odgarnął moje włosy i standardowo obdarował mnie swoim szczerym uśmiechem. - Hmmm?
- Jak najbardziej! - Odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem, klepiąc go przy tym po ramieniu. - Chodź. - Złapałam go za rękę i zaprowadziłam na górę do mojego pokoju.


---------------------------------
Mam nadzieję, że za jakiś czas się rozkręcę i pisanie rozdziałów będzie wychodzić mi o wiele lepiej, bo jak na razie zauważyłam idzie mi cienko ;_;
HWAITING dla mnie! ^^






piątek, 31 października 2014

Dreams come true - prolog

Jak zwykle znajdując wolny czas siedziałam przed ekranem laptopa i oglądałam poruszające się postacie w Koreańskich dramach. Zbyt częste oglądanie ich sprawiło, że stało się to moim uzależnieniem, jak i granie w tego typu serialach ogromnym marzeniem. Ale czego się po mnie spodziewać skoro aktorstwo to moje zainteresowanie? Mimo, że widok kamer przed moją twarzą sprawia, że jestem bardzo zawstydzona i tak chce z tym wiązać swoje życie. Z reguły jestem osobą wstydliwą czego nie da się ukryć, a pojawianie się rumieńców po prostu pokazuje, że w danej chwili się zawstydziłam. Widok skośnookich Azjatów nie pozwala mi się przez najbliższy czas skupić, a oglądanie teledysków kpopowych boys bandów z kręceniem biodrami, przegryzaniem wargi jak i odkrytą klatą powoduje, że leżę na podłodze i przestaję oddychać. Nie chcę wiedzieć jakie zdanie mają na ten temat osoby, które w takiej chwili na mnie patrzą jak leżę na podłodzę i powoli dochodzę patrząc na zdjęcie w telefonie lub oglądając filmik. Większość szczerze mówiąc jest już do tego przyzwyczajona i nie wywiera to na nich żadnego wrażenia, lecz nie ukrywam, że są na pewno osoby, które patrząc na mnie myślą sobie "Co ona ma w głowie?" ,"Co ona widzi w tych Chinolach?".  Przedstawiając jedną z oczywistych rzeczy - EXO oraz BTS to moje dwa ulubione zespoły na których widok przytulam się do telefonu lub laptopa i krzyczę na cały dom "Jacy oni uroczy".
Jak wspomniałam poprzednio - granie w dramach to moje marzenie, jednakże jestem pewna ,że nie mam najmniejszych szans, aby do jakiejkolwiek się dostać. Ale co się dziwić skoro nie posiadam żadnego talentu.


~~

Aktualnie pracuję nad pierwszym rozdziałem. Te opowiadanie, czyli "Dreams come true" jest tak jakby opowieścią o mnie co można zauważyć tu, ponieważ opisuję swoją osobę jaką jestem, również w opowiadaniu ^^